Parafia pw. św. Ojca Pio w Tychach

Zaproszenie

Pielgrzymka do św. Charbela
Liban 2021 r.



Program pielgrzymki ...


Tatry po męsku


Więcej ...
Można również skontaktować się z naszym szafarzem p. Piotrem Rosikowskim i jego synem Tomaszem, którzy są współorganizatorami.


 


Medalik wiszący na szyi sam z siebie niczego nie zmieni w naszym życiu, bo nie jest amuletem...

Wobec niesłabnącego zainteresowania medalikiem św. Benedykta i ciągle żywych kontrowersji z nim związanych, warto podsumować naszą wiedzę o nim i o treści, jaką ze sobą niesie. Jeśli ktoś po lekturze tego tekstu wyzbędzie się zarówno obaw przed symboliką medalika, jak i skłonności do traktowania go jako amuletu, artykuł osiągnie swój cel.

Życie sakramentalne ma w życiu chrześcijanina znaczenie absolutnie podstawowe. Przez chrzest katolik zostaje włączony do wspólnoty Kościoła, oczyszczony z grzechu i wszczepiony w Chrystusa, rozpoczynając życie w Duchu Świętym (por. KKK 1213); bierzmowanie stanowi dodatkowe umocnienie chrzcielnej łaski, a Eucharystia to pokarm chrześcijan, uobecnienie zbawczej Męki i Zmartwychwstania naszego Pana, prawdziwe „źródło i szczyt całego życia chrześcijańskiego” (por. Lumen gentium, 11). Poprzez sakrament małżeństwa chrześcijanie pogłębiają swą komunię życia z Bogiem, nieustannie odnawianą i oczyszczaną w sakramencie pokuty. Sakrament kapłaństwa wreszcie został ustanowiony, by nigdy nie zabrakło tych, którzy będą udzielać życia Kościołowi poprzez sprawowanie świętych sakramentów. W trakcie naszych rozważań nad medalikiem musimy koniecznie pamiętać o jednym: chrześcijanin przede wszystkim otrzymuje łaskę za pośrednictwem sakramentów. Nawet najbardziej pobożna intencja noszenia medalika nie znaczy nic, gdy brak uczestnictwa w sakramentach Kościoła. Warto o tym nie zapominać: mówiąc o praktyce noszenia medalika, nie skupiamy uwagi na zasadniczym przejawie życia chrześcijańskiego. Nie: noszenie medalików, różańców czy szkaplerzy ma zawsze charakter poboczny czy dodatkowy w stosunku do życia sakramentalnego.

Kościół przechowuje tę naukę od stuleci, czemu dał wyraz w czasie ostatniego soboru, w konstytucji Sacrosanctum concilium, zaznaczając, że od sakramentów trzeba odróżnić sakramentalia: „Są to znaki święte, które z pewnym podobieństwem do sakramentów oznaczają skutki, przede wszystkim duchowe, a osiągają je przez modlitwę Kościoła. Przygotowują one ludzi do przyjęcia głównego skutku sakramentów i uświęcają różne okoliczności życia” (SC, 60). Zatem:
1. Sakramentalia nie mogą zastępować sakramentów, ale mają przygotować do ich przyjęcia;
2. Sakramentalia same w sobie nie przynoszą skutków duchowych – te przynosi modlitwa Kościoła.

Do sakramentaliów zaliczamy wszelkie formy błogosławieństwa (np. błogosławieństwo posiłku, benedykcja opacka, konsekracja celibatariuszy), w tym akt pobłogosławienia dewocjonaliów przez kapłana lub diakona. Po lekturze przytoczonych fragmentów jasne staje się, że nie wolno żadnych tego typu rzeczy traktować na sposób magiczny. Kościół takiemu podejściu wprost się sprzeciwia (KKK 2117), zwracając uwagę na pierwszorzędną rolę sakramentów w rodzeniu chrześcijan do życia łaski. Poza tym takie praktyki jak noszenie medalika mają być kierowane ku „głębszemu poznaniu misterium Chrystusa” (KKK 1676). Medalik wiszący na szyi sam z siebie niczego nie zmieni w naszym życiu, bo nie jest amuletem. Każdy, kto zakłada lub nosi dewocjonalia, sądząc, że stanowią one magiczną osłonę przed złem, grzeszy pogaństwem i w gruncie rzeczy popada w zło gorsze niż to, przed którym chce się osłonić. Taka osoba odmawia Bogu należnej Mu czci, łamiąc pierwsze przykazanie: Nie będziesz miał bogów cudzych przede Mną (Wj 20,3).

„IDŹ PRECZ, SZATANIE…”

Słowa umieszczone na medaliku należy zatem traktować jako wyraz naszej decyzji, by nie grzeszyć i nie poddawać się wpływowi pokus...

Dla wielu osób jednak medalik św. Benedykta urasta do rangi niezawodnej obrony przed działaniem diabła. Chrześcijanin, który sądzi, że w walce z szatanem większe znaczenie ma kawałek metalu niż życie w łasce uświęcającej, pozostaje w głębokim konflikcie z nauczaniem Kościoła. Owszem, na rewersie medalu znajdziemy słowa, które brzmią jak formuła egzorcyzmu:
 „Idź precz, szatanie, nie kuś mnie do próżności; złe jest to, co podsuwasz, sam pijswoją truciznę”(Vade Retro Satana, Numquam Suade Mihi Vana, Sunt Malae Quae Libas, Ipse Venena Bibas).

Czy te słowa jednak można uznać za egzorcyzm? Jeśli tak, to jedynie w szerokim, pozaliturgicznym znaczeniu. W sensie ścisłym egzorcyzm to czynność liturgiczna (jako takie stanowią część sakramentu chrztu) lub element odprawianego według ścisłych reguł, tylko przez biskupa lub kapłana, obrzędu, mającego na celu uwolnienie osoby opętanej od działania diabelskiego.

Słowa umieszczone na medaliku należy zatem traktować jako wyraz naszej decyzji, by nie grzeszyć i nie poddawać się wpływowi pokus. Za medalikiem św. Benedykta stoi prosta duchowość chrześcijańska – ta sama, która każe nam z mocą odpowiedzieć „tak”, gdy w trakcie odnowienia przyrzeczeń chrzcielnych kapłan pyta: „Czy wyrzekasz się szatana, który jest głównym sprawcą grzechu?”.

Jeżeli więc ktoś uległ opętaniu diabelskiemu, z pewnością nie powinien zaczynać od kupna medalika – trzeba po prostu bezzwłocznie udać się do egzorcysty. Jeżeli zaś jesteśmy wolni od tego typu uwikłań, nie należy obsesyjnie gromadzić arsenału przeciw ciemnym siłom, skoro najpewniejszą obroną jest życie zgodne z nakazami Ewangelii, umacniane łaską sakramentów. Kto nie ufa środkom zaleconym w tym względzie przez Kościół, grzeszy pychą, w oczywisty sposób idąc za podszeptem szatana.

WĄŻ, KRUK I OPAT

Słowa umieszczone na medaliku należy zatem traktować jako wyraz naszej decyzji, by nie grzeszyć i nie poddawać się wpływowi pokus...

Na awersie medalika dostrzegamy postać św. Benedykta, wyciągającego prawą ręką krzyż w geście błogosławieństwa, a w lewej trzymającego księgę – prawdopodobnie swoją Regułę. Św. Benedykt z Nursji, według opowiadania św. Grzegorza Wielkiego, zmarł w klasztornym oratorium po odśpiewaniu psalmu, podtrzymywany przez swych braci. Przez stulecia jego śmierć była określana mianem „dobrej”, w tym znaczeniu, że zmarł, oddając chwałę Bogu, w jedności z Nim i ze swymi mnichami. Z tego też względu na otoku awersu umieszczono słowa: Eius in obitu nostro praesentia munniamur, czyli „Niech jego obecność chroni nas w chwili śmierci”. Bardzo wiele osób modli się o łaskę dobrej śmierci za wstawiennictwem Patriarchy Mnichów. Pod tym względem noszenie medalikapomaga przygotować się do tej chwili: patrząc na wiszący na naszej szyi medal, przypominamy sobie, że nasze życie zmierza ku końcowi. Św. Benedykt zostawił swym mnichom nakaz: „Śmierć nadchodzącą mieć codziennie przed oczyma” (RB 4, 47) – nie po to, by żyć w paraliżującym lęku przed zgonem, lecz po to, by właściwie przygotować się na spotkanie z Oblubieńcem (zob. Mt 25,1–13).

Sposób wyobrażenia św. Benedykta wzbudził nieco kontrowersji. Awers medalika miałby według pewnych osób ukrywać pod kamuflażem elementy symboliki masońskiej. Oczywiście, oskarżenia te są absurdalne. Podobieństwo tła awersu do ołtarza masońskiego jest bardzo naciągane. W rzeczywistości Benedykta przedstawiono na tle sedilli, tj. siedziska, które ma wyrażać godność opacką Patriarchy Mnichów, tradycyjnie mu przypisywaną. Oparcie sedilli jest ujęte między dwa ozdobne słupki, które wraz z promiennym nimbem (zwykłą oznaką świętości w ikonografii chrześcijańskiej) nad głową św. Benedykta niektórym nasunęły skojarzenie ze wspomnianym ołtarzem wolnomularskim – przedstawia się go niekiedy jako stojący pod słońcem, między dwiema kolumnami. W istocie jednak kolumny po obu stronach ołtarza masońskiego powinny być zwieńczone w ściśle określony sposób (jedna globusem, druga trzema owocami granatu); poza tą, istnieje jeszcze wiele innych rozbieżności między medalikiem a estetyką masońską. Wątłe podobieństwa mają charakter zupełnie przypadkowy. Gdybyśmy chcieli uznać każdy wizerunek świętego (z nimbem) na tronie (o oparciu ujętym w kolumienki) za wolnomularski, musielibyśmy odrzucić bardzo wiele całkiem niewinnych, chrześcijańskich dzieł sztuki (np. XIV-wieczny fresk Triumf św. Tomasza z Akwinu, wymalowany w katedrze florenckiej).

Po obu stronach Benedykta, na poręczach sedilli, znajdują się symbole jego zwycięstwa nad ludzką niegodziwością: pęknięty kielich, z którego wypełza wąż, oraz chleb, przy którym siedzi kruk. Mnisi z Vicovaro próbowali otruć św. Benedykta, dodając trucizny do wina, lecz kielich rozpadł się, gdy Patriarcha Mnichów wykonał nad nim znak krzyża. Podobnie też zatruty chleb posłany św. Benedyktowi przez zawistnego kapłana ujawnił przed Zakonodawcą swą zgubną właściwość, w związku z czym Benedykt nakazał krukowi odnieść chleb daleko od ludzi. Tak autor Reguły jawi się nie tylko jako żyjący w przyjaźni z Bogiem na wzór Adama, który panował nad wszystkimi zwierzętami, lecz również jako ten, który wypełnił przepowiednię Chrystusa: węże brać będą do rąk, i jeśliby co zatrutego wypili, nie będzie im szkodzić (zob. Mk 16,18).

PO CO WIĘC MEDALIK?

Poznacie ich po ich owocach...

Medalik św. Benedykta można błogosławić z użyciem jednego z dwóch formularzy, zatwierdzonych przez Stolicę Apostolską (ale można i z użyciem innych słów). Jeden z nich stanowi modlitwę o to, aby „dla każdego, kto będzie pobożnie go nosił, był przypomnieniem godności chrześcijańskiej i puklerzem wiary przeciwko wszelkim napaściom szatańskim”. Trzeba więc pamiętać o dwóch rzeczach: po pierwsze, błogosławieństwo medalika to akt modlitwy Kościoła (reprezentowanego przez kapłana lub diakona) za tego, kto ów medalik ma nosić. Ta modlitwa towarzyszy tej osobie, i to między innymi oznaczają słowa konstytucji Sacrosanctum concilium o skutkach duchowych osiąganych przez modlitwę Kościoła. Po drugie zaś, medalik nie chroni przed diabłem dlatego, że wyryto na nim słowa „Idź precz, szatanie”; jako puklerz wiary przypomina nam, że uwierzyliśmy Zbawicielowi. A On sam powiedział: Miejcie odwagę. Jam zwyciężył świat (zob. J 16,13).

Tym, którzy podają w wątpliwość praktykę noszenia tego medalika można by przytoczyć wiele świadectw osób, które noszą go od lat i dla których jest on ważnym znakiem działania Boga w życiu człowieka. Poznacie ich po ich owocach, powiedział Pan (Mt 7,16a), a dobrych owoców tu nie brakuje. Nurt pobożności, której wyrazem jest medalik św. Benedykta, staje się coraz bardziej popularny przede wszystkim dzięki ludziom, którzy chętnie dzielą się z innymi dobrym doświadczeniem życia tą właśnie duchowością.

Do tego grona dołącza się autor artykułu, który być może nigdy nie zostałby benedyktynem, gdyby jako trzynastolatek nie kupił na tynieckiej furcie srebrnego medalika św. Benedykta, bogatego w symbolikę i – jak się potem okazało – w pociągającą treść. Stopniowe odkrywanie przesłania medalika pozwoliło mi zbliżyć się do Chrystusa i odnaleźć swą drogę ku Niemu w powołaniu mniszym. Za to powołanie, i za medalik, nigdy dość wyrazów wdzięczności: Deo gratias!,

 

Na podstawie materiałów zamieszczonych na stronie benedyktyni.pl, artykułu o. Grzegorza Hawryłeczko OSB
Ur. 1990 r., mnich tyniecki od 2012 r., student dominikańskiego Kolegium Filozoficzno-Teologicznego w Krakowie, interesuje się sakramentologią oraz teologią ascetyczną i mistyczną. W klasztorze pełni funkcję ekonoma, bibliotekarza i pierwszego kantora opactwa.

 

 

Liturgia słowa

Msze święte

Nd: 80011001400
1900(recytowana z homilią)
Pn, Cz, Pt: 1800
Wt, Śr: 630
So: 8001800

Delegat

Delegat ds. Ochrony
Dzieci i Młodzieży

Ks. Łukasz Płaszewski
Kuria Metropolitalna
ul. Jordana 39
40-043 Katowice
kom.: +48 519 318 959
e-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Licznik odwiedzin

Dziś115
Wczoraj82
Tydzień397
Miesiąc1838
Razem571110